wtorek, 26 kwietnia 2016

Rozdział 1

Czy można wierzyć wróżbitom? To oni powiedzą, co czeka cię w przyszłości, kiedy się zakochasz, czy zachorujesz na poważną chorobę. Wyczytają to wszystko z kart, kuli lub z twojej dłoni. Mi się wydaje, że to wszystko jest kłamstwem. Nie da się dokładnie przewidzieć swojej przyszłości. Możemy ją natomiast zmienić. Musimy podejmować wszystkie decyzje rozsądnie, zastanawiając się nad konsekwencjami czynów. Nie możemy żyć chwilą i oczekiwać, że będziemy żyli wiecznie.

Do moich uszu dotarły słowa piosenki, która leciała w radiu: Jakie piękne jest życie, bawmy się więc codziennie.  Zgadzam się, że życie jest piękne .... w bajkach. W prawdziwym świecie żyć nie jest tak pięknie. Na naszej drodze do szczęścia stoi wiele problemów, a ludzie tylko czekają, aby cię ośmieszyć. W telewizji słyszymy o wojnach, o głodujących dzieciach. W pewnym momencie to wszystko nas przytłacza i zaczynamy się zastanawiać dlaczego na świecie jest tyle zła. Każdy z nas ma ciężko, niezależnie z czym się borykając. Po prostu nie o wszystkich problemach usłyszymy w telewizji.
- Jesteśmy już prawie na miejscu, spójrzcie tylko jak tutaj ładnie.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej matki. Wyprowadziliśmy się dzisiaj z naszego mieszkania w bloku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie historia, która się za tym kryje. Mój tata zmarł miesiąc temu. Miał wypadek.  Był on dla mnie prawdziwą opoką po ramieniu. Wspierał mnie w szpitalu i na każdej terapii. Tylko dzięki niemu została przy życiu i nie poddałam się, a teraz go przy mnie nie ma. Czuje się, jakbym straciła połowę serca. Tylko przy nim mogłam rozmawiać o swoich problemach, ponieważ tylko on mnie rozumiał. Zostałam sama z mrocznymi myślami. Najgorsze jest to, że go zabiłam. Uśmierciłam jedyną osobę, którą kochałam. Ten dzień był jednym z gorszych. Miałam potworne bóle brzucha i wymiotowałam. W domu byłam tylko z tatą, który bardzo się o mnie martwił. Kiedy nie mogłam przyjąć żadnego posiłku, zdecydował, że musimy pojechać do szpitala. Czułam się wtedy potwornie i miałam słaby kontakt z otaczającym mnie światem, więc nie mogłam zaprotestować. Miałam przeczucie, że skończy się to naprawdę żle. Tata wsadził mnie na tylne siedzenie i przypiął pasami. On tego nie zrobił i żałuję, że nie miałam siły, aby mu o tym przypomnieć. Pamiętam jak przez mgłę, to jak ruszyliśmy ze świateł. To była chwila. Potrzebna była jedna sekunda, aby samochód w nas wjechał na skrzyżowaniu. Samochód zaczął koziołkować i uderzyliśmy w drzewo od strony taty. Pamiętam, swój krzyk. Tak potwornie krzyczałam, błagając o pomoc.
Zacisnęłam ręce w pięści, aby choć trochę się uspokoić. Kiedy myślę o tym wszystkim, co mnie spotkało, zastanawiam się za co. Jestem tylko nastolatką,którą spotkała niezasłużona krzywda. Nie byłam idealna, jednak starałam się. Jedyne co dostałam w podzięce, to złamane serce i rozszarpany umysł. Od tych emocji zaczynam coraz bardziej wariować, ponieważ nie potrafię sobie z nimi radzić. Mam założony na gardło sznur, który coraz mocniej się zaciska. Moje chęci do życia są coraz mniejsze, aż pewnego dnia całkowicie znikną. Przestanę oddychać i poddam się. Upadnę na kolana, bez szansy na powstanie.
Wjechaliśmy w uliczkę na której stały wille. Dom chłopaka mojej mamy znajdował się na końcu drogi. Nie chcę myśleć, jak to się stało, że tak szybko znalazła sobie kogoś nowego. Nie chcę wiedzieć, czy moja matka zdradzała ojca,czy miała wielu kochanków. Chcę wiedzieć, czy kiedykolwiek go kochała, ponieważ nigdy na niego nie zasługiwała.
Dom był wykonany z czerwonej cegły. Kiedy wjechaliśmy na podwórze moją uwagę zwrócił idealnie przystrzyżony trawnik, kolorowe kwiaty, kamienna droga. Przed domem znajdowała się weranda, a na niej biała bujaczka, doniczki z pomarańczowymi gerberami. Nie wiem czemu, ale kojarzą mi się z cmentarzem i śmiercią. U dołu schodów prowadzących do domu stał on. Wysoki mężczyzna  ubrany w czarne spodnie i niebieską koszulkę. Miał czarne włosy zaczesane do tyłu, delikatny zarost i uśmiech gwiazdy filmowej. Wyglądał jak biznesmen i na pewno był bogaty. Jest zupełnym przeciwieństwem mojego taty i ani trochę mi się to nie podoba.
Mama zaparkowała obok czarnego Lang Rovera.
- Witajcie w domu - powiedziała i wysiadła przywitać się z swoim chłopakiem. Kiedy się pocałowali, miałam ochotę zwrócić wszystko co zjadłam z ostatnich kilku lat.
Mój dom znajdował się 300 kilometrów od tego cholernego miejsca i nie mam zamiaru o tym zapominać. Moja matka mogła się przeprowadzić, mogła przekabacić mojego małego brata na swoją stronę, jednak ja wiem gdzie się urodziłam, gdzie dorastałam. To małe mieszkanko w bloku będzie miejscem , które sobie przywołam  przed śmiercią, a nie ociekającą bogactwem willę.
Następnie z samochodu wysiadł mój braciszek. Rudy chłopiec z wielkim uśmiechem na twarzy wybiegł z samochodu. Podbiegł do Liama i uwiesił mu się na szyi. Mężczyzna mocno przytulił do siebie chłopaka, a drugą ręką moją mamę. Poczułam się jeszcze gorzej niż wcześniej. Wyglądają jak idealna rodzina prosto z obrazka, którzy wyprawiają popołudniowe imprezki i wszyscy ich lubią. Niestety, ale zawsze trafia się czarna owca w takiej rodzinie i jestem nią ja.
Wysiadłam z samochodu, stawiając ostrożnie nogi na żwirowej drodze.Przewiesiłam swoją czarną, lekko zniszczoną torebkę przez ramię i ruszyłam do domu. Czułam się dziwnie, stawiając kroki w tym nowym miejscu. Wszystko jest mi zupełnie obce, nawet powietrze pachnie inaczej.
- Cześć Jasmine.
Liam podszedł, aby mnie przytulić, jednak szybko odskoczyłam.
- Ja się nie przytulam. - powiedziałam stanowczo do zdziwionego mężczyzny. To całkowita prawda, nie dawałam się nikomu przytulić od porwania, od ucieczki Nialla, od śmierci taty. Nikt nie ma prawa mnie objąć, ponieważ to boli. Kiedy czuję na sobie czyjeś ramiona, chcę uciec. Wtedy w mojej głowie pojawiają się przerażające wizje porwania, śmierci. Nie mogę oddychać, a strach zaciska mi gardło. Nie mogę zostać przytulona, ponieważ ponownie stracę kontrolę nad własnym umysłem.
- Chodżmy, pokażę wam wasze pokoje - przerwała niezręczną ciszę mama i zaprowadziła do środka.
 Zdjęłam swoje czarne, zniszczone trampki i włożyłam do jednej z szaf. Przeszliśmy przez przedsionek, który miał ściany z marmuru, a następnie weszliśmy do salonu. Było to ogromne pomieszczenie urządzone w kolorach biało-czarnych z elementami czerwieni. Na ścianie wisiał największy telewizor, jaki kiedykolwiek widziałam, a w jednym z rogów znajdował się kominek. Pachniało tutaj wanilią i było pedantycznie czysto, jednak mogłam się tego spodziewać.Obok znajdowała się kuchnia wykonana w bieli z wysepką znajdującą się po środku. Jedne z drzwi w tym pomieszczeniu prowadziły do jadalni. Stał w nim długi, szklany stół, a na nim dwa wazony z kwiatami. Moją uwagę przykuł ogromny, złoty żyrandol z mieniącymi się brylantami. Musiał kosztować fortunę.
- Za domem znajduje się basen i szklarnia z egzotycznymi roślinami - poinformował nas Liam, kiedy wchodziliśmy po schodach na górę.
- Jasmine, twoje pokoje znajdują się po lewej stronie, nasze po prawej. Jeśli byś czegoś potrzebowała to śmiało pytaj.
Pokiwałam delikatnie głową i ustałam przed jednym z trzech drzwi. Zdziwiłam się na słowo pokoje. Nie rozumiem, dlaczego mam mieć ich kilka.
Dotknęłam klamki, po czym usłyszałam chrząknięcie mojej mamy. Doskonale wiedziałam o co jej chodzi i obie byłyśmy świadome, że tego nie zrobię.Nie mam zamiaru dziękować Liamowi. Nic dla mnie nie zrobił i nie jestem mu nic winna.
Weszłam do pomieszczenia i zamknęłam go na klucz. Udało mi się jednak usłyszeć jak mama przeprasza, za moje zachowanie. Mam to gdzieś. Nie interesuje mnie, czy Liamowi zrobiło się przykro, czy skrzywdziłam jego wielkie ego. Mam go w dupie za przeproszeniem .... lub nie.
Pomieszczenie do którego weszłam okazało się łazienką. Była ona wielkości mojego dawnego pokoju, co mnie przeraziło. Wystrój był w kolorach biało-fioletowych. Znajdował się tutaj prysznic, toaletka z kosmetykami i dwa duże lustra. Spojrzałam w jedno z nich. Moje oczy były szeroko otwarte, czaił się w nich strach, miałam bladą skórę i sine, spierzchnięte usta.  Wyglądam, jakbym zobaczyła ducha i zapewne to ja nim jestem. Mam własną łazienkę, gdzie wcześniej nawet pokój dzieliłam z Georgem. Nie jestem pewna, czy uda mi się kiedykolwiek przywyknąć do nowej sytuacji.
Przemyłam twarz zimną wodą, nie martwiąc się, że tusz do rzęs spłynie mi po policzkach. Przeszłam przez drzwi łączące się z łazienką, które prowadziły do garderoby. Jestem pewna, że jak ją zobaczyłam, to moja buzia była szeroko otwarta. Pomieszczenie było białe, z czerwoną wykładziną znajdującą się na podłodze. Na środku stała biała, okrągła, pikowana sofa. Przyrzekam, że widziałam takie w wielu filmach dla nastolatek. Na półkach leżały idealnie ułożone ubrania, na wieszakach wisiały perfekcyjnie wyprasowane sukienki. Dawna ja pokochałaby to miejsce, aktualnie jedyne o czym marzę to spalić to wszystko i przebrać się w dres.
Otworzyłam ostatnie drzwi, aby wejść do mojego pokoju. Ściany miały biały kolor z niebieskimi elementami. Przy jednej ze ścian stało ogromne łóżko, na którym leżała sterta podusze. Żadna z nich nie była moja. W jednym rogu pokoju wisiała wielka gablotka, którą tak bardzo chciałam zbić po ujrzeniu. Oświetlona na czerwono ukazywała moje puchary, medale, dyplomy z czasów kiedy byłam cheerleaderką. Kiedy potrafiłam zrobić salto, szpagat i chodziłam w kusym sportowym wdzianku. Te wszystkie przyjemności, ta cała pasja została mi zabrana przez 2 potworów, którzy zamienili moje życie w piekło. Odebrali mi możliwość tańca, ćwiczeń, życia. Kiedy wyszłam z szpitala przestałam tańczyć. Nie miałam już tyle siły i energii aby skakać po boisku. Ledwie chodziłam, a za mną było wiele ciężkiej rehabilitacji. Do dzisiaj nie mogłam spojrzeć na medale, dyplomy, na usmiechnięte twarze moich "przyjaciółek". Nie chciałam na to patrzeć.
Zamknęłam oczy, a po moich powiekach popłynęły łzy. Wspomnienia szczęśliwej mnie były tak odległe ... tak bardzo chciałam wyprzeć z głowy to wszystko, a teraz tak nagle to wraca. Położyłam się na łóżku, odwracając się tyłem do gabloty.
Będę musiała ją zdjąć.
Schować do piwnicy.
I nigdy po nią nie wrócić.
Jak po moje wspomnienia.
Które zamknęłam
W NICOŚCI

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Bohaterowie




Zdjęcie ruda kobieta obrazek 
 Jasmine (17 lat) - główna bohaterka


Niall (19 lat) - chłopak będący ofiarą porwania, do którego doszło 4 lata temu



Harry (18 lat) - jeden z uczniów szkoły, ma dziewczynę Vanesse



Ashton (18lat) - najlepszy przyjaciel Harrego, ma dziewczynę Melanie


Vanessa (17lat)- chodzi do chóru szkolnego, dziewczyna Harrego



Amanda (18 lat)- cheerleaderka


 Melanie (17 lat) - blogerka modowa,dziewczyna Ashtona



Liam (29 lat) - przybrany tata Jasmine


 Isabella (40lat)- mama Jasmine




George (9lat) - brat Jasmine


Perrie (28 lat) - terapeutka Jasmine


Jack (35lat) - porywacz, siedzi w więzieniu



Max (30 lat) - porywacz, siedzi w więzieniu


































sobota, 29 sierpnia 2015

Prolog

Dreszcz przeszedł po mojej skórze. W  piwnicy panował chłód. Objęłam swoje chude ciało rękoma, po czym spojrzałam na mojego kolegę. Jego blada skóra była pokryta siniakami, a czarne włosy były zmierzwione i przetłuszczone. Ubrania miały dziury i plamy krwi. Nie wiem od jak dawna się tutaj znajdujemy. Nie zostałam wypuszczona z piwnicy od dnia mojego porwania. Na samą myśl dostałam mdłości. Wolałabym nie pamiętać jak do tego doszło. 
Pamiętam, że wracałam z imprezy. Mój chłopak mnie zdradził, przyjaciółka okazała się zdzirą, a ja zostałam pośmiewiskiem szkoły. Wstąpiłam do lasu, ponieważ była to droga na skróty do mojego domu. Było już ciemno, a  łzy utrudniały widok. W pewnym momencie blask księżyca padł na mnie. Usłyszałam szelest po mojej prawej stronie, po czym poczułam przerażający ból, a póżniej nastała cisza. Zaczęłam spadać w ciemność i nie miałam czego się  chwycić. Następnie obudziłam się w tej właśnie piwnicy. Alan spoglądał na mnie przestraszony, był tak samo młody jak ja. Nade mną stała dwójka mężczyzn. Ich obrzydliwe twarze wykrzywione w zwycięskim uśmiechu śniły mi się co noc. Kiedy wszystko się zaczęło, zrozumiałam jak wygląda piekło. Dostawaliśmy małe posiłki, byliśmy bici. Na początku starałam się odszczekiwać, jednak nie na długo. Po każdym moim słowie spotykała mnie kara. Żyliśmy tak przez długi czas, nie myjąc się, załatwiając do miski. Pewnego dnia przyszli weselsi niż zwykle. Pachniało od nich wódką oraz papierosami. Mimo, że musieli ledwie trzymali się na nogach byli silni. Za każdym razem byli silniejsi ode mnie. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, zmywając z nich kurz.  Byłam gwałcona codziennie przez porywaczy. W pewnym momencie przestałam czuć ból, przestałam się opierać. Z mojego gardła nie wydobywał się krzyk. Zaczęłam poddawać się każdej krzywdzie jaką mi wyrządzali. Przestałam się modlić, ponieważ przestałam wierzyć. Bóg mnie porzucił, zostawił samą z tymi potworami. Czułam się jak szmaciana lalka, zupełnie wypruta z emocji.  Żyłam jak w transie, mając nadzieję, że w pewnym momencie otworzę oczy, a to wszystko okażę się tylko koszmarem. Odetchnę głęboko i wrócę do normalnego  życia czternastolatki. Tak się jednak nie działo. 
 Teraz siedzę tutaj, zwrócona w stronę szarej ściany. Moje palce wplątały się w cienkie, rude włosy. Zaczęłam ciągnąć za pojedyncze kosmyki, mając nadzieję, że złagodzę ból psychiczny. Jestem tylko dzieckiem. Nie zasługuję na to, co mnie spotyka. Wolałabym umrzeć niż spojrzeć ponownie w oczy moim gwałcicieli.
Odwróciłam się, pragnąc zaznać choć odrobiny ciepła. Potrzebowałam wtulić się w ciało Alana i opowiedzieć o moim bólu. Byliśmy tutaj zdani tylko na siebie i musieliśmy trzymać się razem.
W piwnicy nie było jednak Alana, ani żadnego z porywaczy. Zaczęłam rozglądać się nerwowo po pomieszczeniu. Jedyne co przykuło moją uwagę była krata znajdująca się pod ścianą. Nigdy jej nie widziałam, ponieważ leżał tam materac Alana. Uklnęknęłam przed kratą, mocno za nią szarpiąc. Ja nie mogłam jej otworzyć, ponieważ była zatrzaśnięta. Mimo to, Alan znalazł jakiś sposób aby się wydostać. 
Zaczęłam dławić się łzami,coraz trudniej mi się oddychało. Potrząsałam głową na boki, starając odpędzić od siebie tą straszną myśl.
Adam uciekł.  
Nie poszedł po pomoc.
Nigdy po mnie nie wrócił.  
Zostawił mnie samą, na pewną śmierć.

Miałam go już nigdy nie spotkać.