sobota, 29 sierpnia 2015

Prolog

Dreszcz przeszedł po mojej skórze. W  piwnicy panował chłód. Objęłam swoje chude ciało rękoma, po czym spojrzałam na mojego kolegę. Jego blada skóra była pokryta siniakami, a czarne włosy były zmierzwione i przetłuszczone. Ubrania miały dziury i plamy krwi. Nie wiem od jak dawna się tutaj znajdujemy. Nie zostałam wypuszczona z piwnicy od dnia mojego porwania. Na samą myśl dostałam mdłości. Wolałabym nie pamiętać jak do tego doszło. 
Pamiętam, że wracałam z imprezy. Mój chłopak mnie zdradził, przyjaciółka okazała się zdzirą, a ja zostałam pośmiewiskiem szkoły. Wstąpiłam do lasu, ponieważ była to droga na skróty do mojego domu. Było już ciemno, a  łzy utrudniały widok. W pewnym momencie blask księżyca padł na mnie. Usłyszałam szelest po mojej prawej stronie, po czym poczułam przerażający ból, a póżniej nastała cisza. Zaczęłam spadać w ciemność i nie miałam czego się  chwycić. Następnie obudziłam się w tej właśnie piwnicy. Alan spoglądał na mnie przestraszony, był tak samo młody jak ja. Nade mną stała dwójka mężczyzn. Ich obrzydliwe twarze wykrzywione w zwycięskim uśmiechu śniły mi się co noc. Kiedy wszystko się zaczęło, zrozumiałam jak wygląda piekło. Dostawaliśmy małe posiłki, byliśmy bici. Na początku starałam się odszczekiwać, jednak nie na długo. Po każdym moim słowie spotykała mnie kara. Żyliśmy tak przez długi czas, nie myjąc się, załatwiając do miski. Pewnego dnia przyszli weselsi niż zwykle. Pachniało od nich wódką oraz papierosami. Mimo, że musieli ledwie trzymali się na nogach byli silni. Za każdym razem byli silniejsi ode mnie. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, zmywając z nich kurz.  Byłam gwałcona codziennie przez porywaczy. W pewnym momencie przestałam czuć ból, przestałam się opierać. Z mojego gardła nie wydobywał się krzyk. Zaczęłam poddawać się każdej krzywdzie jaką mi wyrządzali. Przestałam się modlić, ponieważ przestałam wierzyć. Bóg mnie porzucił, zostawił samą z tymi potworami. Czułam się jak szmaciana lalka, zupełnie wypruta z emocji.  Żyłam jak w transie, mając nadzieję, że w pewnym momencie otworzę oczy, a to wszystko okażę się tylko koszmarem. Odetchnę głęboko i wrócę do normalnego  życia czternastolatki. Tak się jednak nie działo. 
 Teraz siedzę tutaj, zwrócona w stronę szarej ściany. Moje palce wplątały się w cienkie, rude włosy. Zaczęłam ciągnąć za pojedyncze kosmyki, mając nadzieję, że złagodzę ból psychiczny. Jestem tylko dzieckiem. Nie zasługuję na to, co mnie spotyka. Wolałabym umrzeć niż spojrzeć ponownie w oczy moim gwałcicieli.
Odwróciłam się, pragnąc zaznać choć odrobiny ciepła. Potrzebowałam wtulić się w ciało Alana i opowiedzieć o moim bólu. Byliśmy tutaj zdani tylko na siebie i musieliśmy trzymać się razem.
W piwnicy nie było jednak Alana, ani żadnego z porywaczy. Zaczęłam rozglądać się nerwowo po pomieszczeniu. Jedyne co przykuło moją uwagę była krata znajdująca się pod ścianą. Nigdy jej nie widziałam, ponieważ leżał tam materac Alana. Uklnęknęłam przed kratą, mocno za nią szarpiąc. Ja nie mogłam jej otworzyć, ponieważ była zatrzaśnięta. Mimo to, Alan znalazł jakiś sposób aby się wydostać. 
Zaczęłam dławić się łzami,coraz trudniej mi się oddychało. Potrząsałam głową na boki, starając odpędzić od siebie tą straszną myśl.
Adam uciekł.  
Nie poszedł po pomoc.
Nigdy po mnie nie wrócił.  
Zostawił mnie samą, na pewną śmierć.

Miałam go już nigdy nie spotkać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz